Demon; Diabeł - Demonologia: Demony i Diabły Fakty

Demon; Diabeł - Demonologia: Demony i Diabły Fakty

Diabeł (gr. διάβολος diábolos – oskarżyciel, oszczerca) – w judaizmie i chrześcijaństwie ogólna nazwa złych, upadłych aniołów; inne określenia: szatan, demon.

Samo pojęcie diabła ściśle związane jest z językiem religijnym. W teologii diabeł często nazywany jest także szatanem i demonem.

Samo słowo szatan, pochodzące z języka hebrajskiego, oznacza przeciwnika, prześladowcę, oskarżyciela i oszczercę. Z kolei słowo diabeł jest pochodzenia greckiego i oznacza tego, który miesza, dzieli, oddziela i jest przewrotny. Natomiast słowo demon również pochodzi z języka greckiego i oznacza bóstwo niższego rzędu, w judaizmie zaś anioły, które zbuntowały się przeciw Bogu i skłonne są do wyrządzania krzywdy ludziom.

Wzmianki o złej istocie duchowej, zwanej szatanem, diabłem lub demonem, pojawiają się już w czasach starożytnych, na przykład w religii babilońskiej. Jest też pewien wpływ na opisywanie szatana w Starym Testamencie, w którym autorzy podkreślają, iż zły duch istnieje i działa, dręczy ludzi (por. Tb 6,8), a nawet ich zabija (por. Tb 3,8; 6,14). Natomiast do zwalczania demonów powołani zostali aniołowie (por. Tb 8, 3) oraz ustanowione pewne obrzędy, jak chociażby spalanie wątroby ryby (por. Tb 6,17).

Również Nowy Testament często potwierdza istnienie i działanie szatana. Jednak znamienne jest to, iż wzmianki o szatanie w Nowym Testamencie umieszczane są zasadniczo jedynie w perspektywie przyjścia Chrystusa i Jego dzieła odkupienia, które oznacza upadek szatana. Przykładem mogą być słowa św. Jana: Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła (1 J 3, 8).

A zatem w Nowym Testamencie nie ma oddzielnego traktatu o szatanie, ponieważ samo to zagadnienie umieszczane jest w kontekście dzieła zbawienia, dokonanego przez Chrystusa. Podobnym tokiem rozumowania podążyli Ojcowie Kościoła, którzy samo zbawienie rozumieli jako uwolnienie się z mocy szatana.

Demony w akcji

Łk 4,31-34 Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: «Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boga».

Kafarnaum stanowi główną bazę działalności Jezusa na terenie Galilei. Tu będzie wracał, tu uczyni sporo cudów, sam uzna to miasto za szczególnie uprzywilejowane i błogosławione przez Boga. Ale i to miasto nie otworzy serca dla Jego łaski. Jezus pod koniec działalności zapowie mu straszny los.

Chrystus uczestniczył w nabożeństwie synagogalnym. Tam miało miejsce spotkanie z człowiekiem opętanym. Synagoga to dom modlitwy. Ma do niego wstęp człowiek opętany. Zły duch nie musi zabraniać człowiekowi uczestniczenia w nabożeństwach, może wędrować z nim na takie spotkania. Nie wytrzymał jednak bliskości Jezusa, który promieniował mocą ducha i świętością. Poczuł się zagrożony.

Człowiek opętany traci wówczas kontrolę nad swymi słowami i czynami. Opętanie nie musi być skutkiem grzechów ciężkich. Może dosięgnąć człowieka podatnego na sugestię, słabszego psychicznie lub nerwowo. Najczęściej jednak jest ono skutkiem grzechów człowieka. Przez grzech człowiek zaprasza do swego serca złego ducha i oddaje się do jego dyspozycji. Jeśli zły duch zechce się nim posłużyć jako swoim „robotem”, może to uczynić, odbierając mu wolność. Człowiek odpowiada za wpuszczenie złego ducha do swego serca i za to, że dobrowolnie pozwolił się zamienić w jego „robota”. Pośrednio więc bierze odpowiedzialność za wszystkie złe czyny, jakich dokona.

Starożytni chrześcijanie podciągali pod opętanych alkoholików i ludzi uzależnionych. Oddanie własnej woli do dyspozycji zła jest dobrowolną zgodą na zniewolenie. Wyrwanie z tego zniewolenia jest trudne. Potrzeba wsparcia Bożego, które musi wyprosić albo sam opętany — a jest to dla niego bardzo trudne, bo zły duch przeszkadza mu w modlitwie — albo ktoś z bliskich, komu zależy na ocaleniu zniewolonego.

Opętanie jest jedną z tajemnic. Zawsze ma charakter indywidualny, niepowtarzalny. Jest trudne do rozpoznania z racji objawów bliskich chorobom psychicznym i nerwowym. Stąd dziś lekarze, nie mogąc rozeznać rodzaju choroby, zabiegają o konsultację z kapłanem, by mieć pewność, czy chorobowe symptomy nie są połączone z oddziaływaniem złego ducha na danego pacjenta. Egzorcyści zaś współpracują z lekarzami, aby nie naruszać ich kompetencji.

W synagodze mamy do czynienia z klasycznym opętaniem. Rozmowa, jaką zły duch prowadzi z Jezusem, dotyczy wartości duchowych. Demon czuje się zagrożony. Zwraca się do Jezusa po imieniu i wymawia głośno nazwę Jego rodzinnego miasta.

Zły duch wyznaje, że zna godność Jezusa. Zna — jak pamiętamy — na podstawie głosu, jaki usłyszał nad Jordanem. Wie, że Jezus jako Syn Boga, jest Świętym Boga. Wie, że przysługuje Mu taki tytuł. Głośno wyznaje tę Jego godność. Ale — jak już zostało powiedziane — nie zna prawdziwego bóstwa Jezusa. Traktuje Go jako człowieka świętego, który należy do Boga, a nie do niego (szatana).

Zastanawiające jest to wyznanie: Przyszedłeś nas zgubić? Szatan wie, że czas jego dominacji na ziemi jest ograniczony. Wie, że ludzie własną mocą nie potrafią się wyrwać z jego łap. Wie, że interwencja Boga zmierza do jego pokonania. Dostrzega więc w Jezusie swego pogromcę. Jak należy rozumieć słowa: Przyszedłeś nas zgubić? Jedyna interpretacja jest taka, że zostanie im (demonom) odebrana władza nad człowiekiem. Demon mówi w liczbie mnogiej. Nie jest to więc szatan, lecz jeden z jego podwładnych. Demony są stworzeniami duchowymi, które są wieczne. Nie mogą zostać unicestwione, ponieważ Bóg nie niszczy tego, co daje. Chciały panować nad człowiekiem, ale zostanie im to odebrane przez Jezusa.

Łk 4,35-37 Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: «Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą». I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.

Objawienie boskiej godności Syna Bożego należy do Ojca niebieskiego, do samego Chrystusa i do Jego Ducha. Ono może być przekazywane jedynie przez tych, którzy otrzymają potrzebny do tego mandat. Nikt inny nie może objawić godności Syna Bożego. Nie może tego czynić demon, bo w jego ręku objawienie stanie się narzędziem zła. Demon chce głosić Ewangelię. Jezus zdecydowanie się temu sprzeciwia. Pieczętuje mu usta milczeniem i rozkazuje opuścić człowieka. Jezus ma władzę nad demonami. Rozkaz zostaje wykonany. Zły duch opuszcza człowieka, rzucając go na środek synagogi. Czy opuścił synagogę? Tego nie wiemy. Mimo rzucenia człowieka na posadzkę synagogi nie uczynił mu nic złego. Często w ostatnim momencie próbuje jeszcze zranić opętanego. Tym razem tego nie uczynił.

Łukasz sygnalizuje, że wydarzenie stało się głośne. Zdumieni uczestnicy zastanawiają się nad tajemniczą mocą słowa Jezusa i nad Jego władzą, która rozciąga się na duchy nieczyste.

Bohaterowie wydarzenia:

  • Jezus. Uwalnia człowieka. Występuje jako wybawca. Odnosi zwycięstwo nad demonem. Wystarczy Jego rozkaz. Demony Go słuchają.

  • Opętany. Nie mówi nic sam od siebie. Nawet nie zanotowano, czy podziękował Chrystusowi. Nic też nie wiadomo o dalszych jego losach.

  • Demon. Agresywny, zniewalający człowieka. Zna moc Chrystusa. Posłuszny Jego rozkazom. Wie, że Jezus ich (demony) pokona. Uznaje za własną zgubę to, że musi opuścić człowieka. Jest to połączone z utratą prawa własności nabytego jeszcze w raju, gdy pierwszy człowiek popełnił grzech i trafił do krainy śmierci. Klucze od niej spoczywały w rękach szatana.

  • Uczestnicy nabożeństwa. Widzowie. Są zdumieni mocą słowa Bożego. Pytają o władzę Jezusa. Nagłaśniają wydarzenie i moc Chrystusa.

W synagodze w Kafarnaum można postawić kilka pytań: Dlaczego Bóg pozwala na opętanie człowieka, mimo że demony są na Jego łańcuchu i mogą sięgnąć tak daleko, jak daleko On im pozwoli? Dlaczego człowiek pozostaje w zasięgu złego ducha i jego demonów? Dlaczego trudno ustalić, czy mamy do czynienia z opętaniem, czy też z chorobą psychiczną lub nerwową? Pobyt człowieka na ziemi jest czasem jego wyboru i doskonalenia wolnej woli. Szatan i jego wojsko ma do dyspozycji człowieka, który sam dobrowolnie poddał się jego rozkazom. Wszyscy potomkowie Adama i Ewy rodzą się w obozie koncentracyjnym, do którego pierwsi rodzice weszli dobrowolnie. Komendant obozu ma więc władzę nad dziećmi zrodzonymi w jego obozie. Jedyny wyjątek stanowiła Matka Jezusa i sam Jezus. Oni zostali zrodzeni poza obozem, w świecie pełnej wolności i świętości. Człowiek dobrowolnie oddał się w niewolę szatanowi i ten na tej podstawie ma do niego prawo.

Na ziemi nieustannie trwa test wolności człowieka. Wśród różnych prób trzeba zaliczyć test spotkania z pokusą szatańską. Po przyjściu Syna Bożego na ziemię mamy w Nim obrońcę. Przy Jego pomocy zawsze odniesiemy zwycięstwo nad szatanem. Żaden demon nigdy nie zamieszka w sercu, w którym mieszka Duch Święty. Decyzja więc zostaje w rękach człowieka. Każde odparcie pokusy jest zwycięstwem i zostanie nagrodzone przez Boga.

Choroba jest skutkiem grzechu, dlatego zawsze stanowi bramkę, przez którą szatan może się wślizgnąć w serce człowieka. Choroby psychiczne i nerwowe szczególnie się do tego nadają, ponieważ wówczas słabnie kontrola człowieka nad jego decyzjami.

Sceny mówiące o spotkaniu Jezusa z opętanymi należy uważnie odczytać, gdy mamy do czynienia z ludźmi uzależnionymi. Słaba wola nie jest w stanie wytłumaczyć wielu postaw ludzkich, zwłaszcza gdy jest to dobra wola, czyli człowiek chciałby wędrować drogą pełnej wolności. Słabość jej na to nie pozwala. Ktokolwiek zmierzył się z potęgą zła, które przez nałóg trzyma w swych szponach człowieka, ten wie, że jest jakieś zewnętrzne wsparcie tego zła, zmierzające do zniewolenia, a często upodlenia człowieka. W takiej sytuacji istnieje konieczność interwencji Boga, pomagającej zerwać z nałogiem. O tę interwencję należy usilnie błagać.


Demony i szatan - jak z nimi walczyć?

Nie wiem, co Czytelnik ma na myśli, pytając o sposób na "zniszczenie" demona? Nie możemy "zniszczyć" żadnego demona, ale możemy odeprzeć wszelkie ataki duchowych mocy wrogich człowiekowi, odwołując się do naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa.

Oczywiście prawdą jest, że Szatan ma ograniczoną moc jak każdy byt stworzony. Wszechmogący jest tylko Bóg. Szatan przewyższa jednak ludzi inteligencją w sposób dla nas niewyobrażalny i dysponuje ogromną potęgą w porównaniu z nami. Gdyby człowiek był pozostawiony sam sobie, to zapewne jego położenie w zmaganiu dobra ze złem byłoby prawie beznadziejne. Ale Bóg nie pozostawił nas samych. Syn Boży stał się człowiekiem, aby wyzwolić nas z mocy Szatana i grzechu. W Ewangeliach czytamy, że Jezus wydawał rozkazy złym duchom, uwalniając ludzi opętanych.

Jeden z takich fragmentów znajdujemy w Łk 4,31-34: "Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boga!".

W synagodze w Kafarnaum mamy do czynienia z klasycznym opętaniem. Rozmowa, jaką zły duch prowadzi z Jezusem, dotyczy zaś wartości duchowych. Demon czuje się zagrożony. Nie wytrzymuje bliskości Jezusa, który promieniował mocą Ducha i świętością. Demon zwraca się do Jezusa po imieniu, wymawia głośno nazwę Jego rodzinnego miasta, wyznaje też, że zna godność Jezusa. Ojcowie Kościoła twierdzili, że złe duchy nie wiedziały, kim naprawdę jest Jezus. Jeśli przyjmiemy takie założenie, wiedza demona opierałaby się prawdopodobnie na głosie, jaki usłyszał nad Jordanem. Demon, który opętał człowieka w Kafarnaum, wie zatem, że Jezus jako Syn Boga, jest Świętym Boga. Wie, że przysługuje Mu taki tytuł, ale wątpliwe czy zna prawdziwe bóstwo Jezusa. Traktuje Go jako człowieka świętego, który należy do Boga. Zastanawiające jest pytanie demona: Przyszedłeś nas zgubić? Demony wiedziały, że czas ich dominacji na ziemi jest ograniczony. Wiedziały, że ludzie własną mocą nie potrafią się wyrwać z mocy grzechu. Wiedziały też, że interwencja Boga zmierzać będzie do ich pokonania. Dostrzegały więc w Jezusie swego pogromcę.

Słowa: Przyszedłeś nas zgubić? należy rozumieć w ten sposób, że zostanie im (demonom) odebrana władza nad człowiekiem. Demony chciały panować nad człowiekiem, ale zostało im to odebrane przez Jezusa.

"Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego, nie wyrządzając mu żadnej szkody" (Łk 4, 35). Jak widać Jezus ma pełną władzę nad demonami. Rozkaz zostaje natychmiast wykonany, a zły duch opuszcza człowieka. Ewangelia według św. Marka kończy się zapowiedzią, że uczniowie Jezusa również będą wypędzać złe duchy (Mk 16, 15-16: "I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać...").

"Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia" - napisał Paweł. Bóg jest zawsze po naszej stronie, jest z nami. Imię przychodzącego na świat Jezusa brzmiało: "Emmanuel", co znaczy "Bóg z nami". Bóg jest z nami; zawsze był z nami, a teraz jest również W NAS! Po przelaniu krwi Jezusa i Jego odejściu do Ojca otrzymaliśmy prawo do tego, aby nasze ciała stały się świątyniami Ducha Świętego. "Czy wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was?" (l Kor 3, 16).

W Księdze Apokalipsy znajduje się znamienny fragment ukazujący klęskę Szatana: „Teraz nastało zbawienie i moc, i panowanie Boga naszego, i władztwo Pomazańca jego, gdyż zrzucony został oskarżyciel braci naszych, który dniem i nocą oskarżał ich przed naszym Bogiem (Ap 12,10).” To zwycięstwo nad Szatanem nastąpiło dzięki krwi Baranka. Ukrzyżowany jest zapowiedzianym potomkiem Ewy, który miał zetrzeć głowę kusiciela. Do momentu śmierci Jezusa na krzyżu Szatan miał prawo do tego, aby pełnić w niebie funkcję oskarżyciela ludzkości. Od momentu śmierci Jezusa na krzyżu Szatan nie może już więcej oskarżać człowieka. I choć każdy z nas zasługuje na karę, której domaga się sprawiedliwość, nie musimy jej ponieść, bo Jezus już poniósł ją ZA NAS. Jezus już pokonał Szatana. My chrześcijanie zostaliśmy powołani m.in. do tego, aby demonstrować światu, że walka z Szatanem została JUŻ wygrana i każdy wierzący może cieszyć się zwycięskim życiem w wolności! Jeśli człowiek skorzystał z Bożej oferty, przyjął dzieło Chrystusa, zawarł z Bogiem przymierze i znajduje się w obrębie obowiązywania Bożych praw, czyli w Jego królestwie, to moc Szatana nie dosięga go, gdyż cała potęga Królestwa Niebios jest po stronie człowieka. Chrystusowe zwycięstwo nad Szatanem i jego owoce są udziałem wierzących. Tak więc Szatan ze swoimi potęgami duchowymi jest wobec nas bezsilny, gdyż po naszej stronie jest Bóg. "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? - pyta św. Paweł - On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? KTÓŻ MOŻE WYSTĄPIĆ Z OSKARŻENIEM przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?" (Rz 8, 31-34).

Nie musimy się lękać, ponieważ zwycięstwo nad Szatanem już się dokonało w Godzinie Krzyża. Sąd nad światem dokonał się i władca tego świata został precz wyrzucony (J 12,31; Ap 12,11). W tym fundamentalnym sensie Chrystus odniósł zwycięstwo nad Szatanem i grzechem, a człowiek ochrzczony już uczestniczy w dziele zbawienia. Nie zmienia to jednak faktu, że w naszym konkretnym jednostkowym życiu ciągle musimy walczyć z pokusami i z siłami zła. Dopóki trwa ten świat, w sercu ludzkim wciąż toczy się walka pomiędzy dobrem a złem. Człowiek woła wciąż do Boga Ojca: "zbaw nas ode Złego". Zawsze należy pamiętać, że człowiek walczący z pokusami do grzechu - a także z samym grzechem - nie jest sam. Bóg wspiera nas w przezwyciężeniu pokus, a dzięki łasce Bożej człowiek może odnieść ostateczne zwycięstwo nad wszelkimi pokusami. Stąd zachęta Jezusa: "Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie" (Łk 22,40). Modlitwa jest też wyrazem postawy czujności i otwarcia się na pełnienie woli Bożej. Modlitwa otwiera nas na działanie Ducha Świętego, dzięki któremu jesteśmy w stanie przezwyciężyć pokusy tego świata. Duchową walkę prowadzi człowiek "uzbrojony" w pomoc nadprzyrodzoną (Ef 6,11-18).

Szatan może oczywiście nadal krążyć jak lew ryczący, może próbować zdegradować ludzką godność, może nas kusić, ale my - chrześcijanie, wiemy, że on już jest pokonany, bo ludzkość została odkupiona. Po przyjściu Syna Bożego mamy obrońcę przy Tronie Boga - Jezusa Chrystusa. Przy Jego pomocy zawsze odniesiemy zwycięstwo nad Szatanem, ale decyzja, czy zechcemy z tej pomocy skorzystać, pozostaje w naszych rękach.


Flirt z demonami, ciałem i światem

Siły, które targają człowiekiem

Godzina chrztu świętego to najdonioślejsza godzina w naszym życiu. Przez ten sakrament zostaliśmy włączeni w rodzinę Bożą. Bóg przygarnął nas jako swoje dziecko. Objął ramieniem, miłością nie tylko jako Pana i Stwórcy, ale i ramieniem kochającego Ojca. Zanim to się dokonało, miała miejsce doniosła decyzja. Bóg oczekiwał od nas dobrowolnego wyboru między dwoma światami; światem pełnienia Jego woli i światem pełnienia woli: albo naszej własnej, albo ludzi, albo aniołów. Nasza wola pozostaje bowiem pod mocnym naciskiem trzech sił, zmierzających do zniewolenia człowieka: duchów zbuntowanych wobec Boga, które szukają poddanych; świata, czyli opinii środowiska - otaczających nas ludzi; oraz naszego ciała, które jest głodne różnych przyjemności. Te zagrożenia są niebezpieczne. Bóg oczekuje od nas decyzji, która polega na wyrzeczeniu się tych trzech zniewoleń.

Jak podjąć współpracę?

Po podjęciu takiej decyzji Bóg z kolei czekał na nasz wybór pozytywny, czyli na gotowość współpracy z Nim. Ta gotowość została wyrażona w trzech aktach wiary:

  • Pierwszy to akt wiary w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. W tym akcie Bóg stał się pierwszy, i w naszym życiu On decyduje o wszystkim. Nie ma więc miejsca na decyzje zbuntowanych aniołów.

  • Drugi akt dotyczył wyboru Kościoła jako środowiska ludzi żyjących miłością. Od chrztu świętego jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół jest zamiast opinii publicznej, która wywierają presję na innych, naszym środowiskiem z wyboru.

  • W trzecim akcie wyznaliśmy wiarę w zmartwychwstanie i życie wieczne Wybraliśmy jako ostateczny cel naszego życia udział w szczęściu wiecznym.

Ten wybór porządkuje wszystkie nasze decyzje każdego dnia.

Potrzeba czujności

Decyzja została podjęta, ale ani demony, ani środowisko, ani nasze ciało nie zrezygnowały z nacisków wywieranych na nas po chrzcie. Musimy więc być czujni i zaangażowani w Boży świat, nabierając dystansu wobec tych nacisków, które chcą nas zniewolić. Jeżeli człowiek wierzący idzie za radą Jezusa Troszczcie się o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dodane z dnia na dzień rośnie w miłości i zdobywa coraz bardziej przestrzeń wolności. Takie jest bowiem prawo Bożego świata.

Wsiąść w pociąg, ale tylko jedną nogą

Niestety duża ilość ludzi ochrzczonych nie podejmuje drugiej decyzji - czyli pełnego wejścia w świat Bożych wartości - i pozostaje na pograniczu: świata Bożego i świata budowanego przez stworzone istoty wolne. W ten sposób uprawiają flirt z duchami zła, ze światem, który ich otacza i ze swoim ciałem, czyli zachciankami. Ten flirt zawsze kończy się klęską człowieka. W nim traci on wolność. Zostaje uzależniony i o wyzwoleniu z tego nie ma mowy. Świat demonów, świat presji opinii publicznej, ludzi naszego środowiska i świat naszego uzależnionego ciała, są to światy mocniejsze od naszej woli. Tylko szczególna interwencja Boga może nam przywrócić utraconą wolność. To jednak ma miejsce jedynie wówczas, gdy rezygnujemy z flirtu z mocami ciemności.

Siła, która uodparnia na zniewolenia

Wielką rolę odgrywa rodzinne środowisko, o ile tylko jest środowiskiem ludzi żywej wiary. Ono bowiem stanowi gwarancję wielowymiarowego wsparcia każdego domownika w doskonaleniu Bożej wolności. Na czym to wsparcie polega? Dziecko obserwuje mądre decyzje starszych w rodzinie, które promieniują mądrością i wolnością ducha. Może więc takie decyzje naśladować. A to jest najważniejsza metoda uczenia się sztuki życia. Rodzina ludzi wierzących trwa na modlitwie. Nie zawsze jest to modlitwa wspólna, ale jest codzienna. Każdy wierzący rozmawia z Bogiem osobiście, a inni o tym wiedzą. Cicho, bo tata się modli - informuje młodsza córka starsze rodzeństwo. Mama przygotowując śniadanie nuci pieśń, pt. Kiedy ranne wstają zorze. To melodia tej modlitwy budzi dzieci. Cała rodzina wie, że najważniejszą drogą w ich życiu jest niedzielna droga na Eucharystię. To jest zawsze uroczysta droga, wymagająca przygotowania, troski, by się nie spóźnić. Ta droga porządkuje inne drogi, którymi wędruje każdy z domowników. W rodzinie ludzi wierzących jest obecna doświadczalnie wyczuwalna siła miłości. Miłości, która przebacza i to zawsze. Ona jest przebaczającym oczekiwaniem. Miłości, która walczy z przeciwnościami, i zawsze odnosi nad nimi zwycięstwo; miłości, która decyduje o wytrwałości i wierności. Miłości, która podejmuje zadania ważne dla całej rodziny. To jest siła, która uodparnia na wspomniane wyżej zniewolenia.

Naprawa możliwa Bogu

Katolicki dom jest wypełniony obecnością Boga - Ojca Syna i Ducha świętego. Rodzina to najmniejsze, a zarazem najważniejsze, środowisko Boże na ziemi. To w naszych rękach spoczywa ciężar odpowiedzialności za jutro polskiej rodziny. Nie myślmy o wszystkich polskich rodzinach, nie zaglądajmy do statystyk. Pomyślmy o tych, które są nam bliskie, i które tworzymy. To one mają się w sposób jakościowy różnić od rodzin ludzi niewierzących. Trzeba, by w bloku, kamienicy, sąsiedztwie inni głośno mówili: To jest wzorowa katolicka rodzina. A jest to możliwe wyłącznie wtedy, gdy w oparciu o moc łaski Bożej, potrafimy pokonać trudności, by być wiernym Bogu. Dziś wielokrotnie trzeba naprawiać błędy popełnione najczęściej z powodu zbytniego zaufania sobie. Ta naprawa jest możliwa, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.


Różne nazwy szatana (Lucyfera) i jego demony

Diabeł ma wiele imion jednak to nie średniowiecze lecz starożytność wygrzebała je z tradycji pradawnych kultur... Będę teraz pisała pracę o diable, szatanie, lucyferze...

  • Abaddon - (hebrajskie) niszczyciel

  • Adramelech - diabeł samaryjski
  • Ahpuch - diabeł Majów
  • Amon - egipski „bóg” życia i płodności, z głową barana
  • Apollyon - grecki synonim Szatana, złośliwy chochlik
  • Aryman - diabeł mazdejski
  • Asmodeusz - hebrajski diabeł rozkoszy cielesnych i przepychu, pierwotnie "istota osądzająca"
  • Astaroth - fenicka „bogini” pożądania, odpowiednik babilońskiej Isztar
  • Azazel - (hebrajskie) uczył ludzi wyrabiania broni i kosmetyków
  • Baalberith - kanaański „bóg” porozumienia, z którego później uczyniono diabła
  • Bafomet - czczony przez templariuszy jako symbol Szatana
  • Balaam - hebrajski demon skąpstwa i chciwości
  • Bast - egipska „bogini” rozkoszy przedstawiana pod postacią kota
  • Belzebub - (hebrajskie) „Władca” Much, określenie zapożyczone z symboliki skarabeusza
  • Behemot - hebrajska personifikacja Szatana przedstawiana pod postacią słonia
  • Beherit - syryjskie imię Szatana
  • Bil - celtycki „bóg” Piekła
  • Chemosh - „bóg” ludu Moabitów, następnie diabeł
  • Cimeries - jeździ na czarnym koniu i „włada” Afryką
  • Coyote - demon Indian amerykańskich
  • Czort - rosyjskie imię Szatana, "czarny bóg"
  • Dagon - mściwy demon filistyński, „władca” mórz
  • Damballa - „bóg” - wąż czczony wśród wyznawców voodoo
  • Demogorgon - greckie imię diabła, które, według wierzenia, nie może być znane śmiertelnikom.
  • Diabolos - (greckie) "spływający w dół"
  • Dracula - rumuńskie imię diabła
  • Emma-O - japoński „władca” Piekła
  • Eurynomos - grecki książę śmierci
  • Fenrir - syn Lokiego, przedstawiany pod postacią wilka
  • Gorge - skrót od Demorgorgon, greckiego imienia diabła
  • Haborym - hebrajski synonim Szatana
  • Hekate - grecka „bogini” świata podziemnego i czarów
  • Isztar - babilońska „bogini” płodności
  • Kali - (sanskryckie) córka Sziwy, wysoka kapłanka thugów
  • Lilith - hebrajska kobieta - demon
  • Loki - diabeł w mitologii germańskiej
  • Mammon - aramejski „bóg” bogactwa i zysku
  • Mania - etruska „bogini” Piekła
  • Mantus - etruski „bóg” Piekła
  • Marduk - „bóg” miasta Babilon
  • Mastema - hebrajski synonim Szatana
  • Mefistofeles - (greckie) ten, który unika światła; patrz: Faust
  • Melek Taus - diabeł jezydów
  • Metztli - aztecka „bogini” nocy
  • Mictlan - aztecki „bóg” śmierci
  • Midgard - syn Lokiego, przedstawiany jako wąż
  • Milcolm - diabeł Ammonitów
  • Moloch - demon fenicki i kanaański
  • Mormo - (greckie) „władca” upiorów, partner Hekate
  • Naamah - hebrajska kobieta - demon uwodząca mężczyzn
  • Nergal - babiloński „bóg” Hadesu
  • Nihasa - diabeł Indian amerykańskich
  • Nija - polski „bóg” podziemnego świata
  • O - Yama - japońskie imię Szatana
  • Pan - grecki „bóg” pożądania, następnie wrzucony pomiędzy diabły
  • Pluton - grecki „bóg” podziemnego świata
  • Prozerpina - grecka „królowa” podziemnego świata
  • Pwcca - walijskie imię Szatana
  • Rimmon - demon syryjski czczony w Damaszku
  • Sabazios - pochodzenia frygijskiego utożsamiany z Dionizosem, kult węża
  • Sachmet - egipska „bogini” zemsty
  • Saitan - henochiański równoznacznik Szatana
  • Sammael - (hebrajskie) "jad Boga"
  • Sammu - diabeł środkowo azjatycki
  • Sedit - diabeł Indian amerykańskich
  • Set - diabeł egipski
  • Shaitan - arabskie imię Szatana
  • Supay - „bogini” świata podziemnego Inków
  • Siwa - (sanskryckie) niszczyciel
  • Tamuz - sumeryjski „bóg”, któremu później przypisano diabelstwo
  • T'an-mo - chiński odpowiednik diabła, symbolizujący żądzę i zawiść
  • Tezcatlipoca - aztecki „bóg” Piekła
  • Thot - egipski „bóg” magii
  • Tunrida - skandynawska kobieta - diabeł
  • Tyfon - grecka personifikacja Szatana
  • Yaotzin - aztecki „bóg” Piekła
  • Yen-lo-Wang - chiński „władca” Piekła


Diabły Ojca Pio

Przyszli jak zwykle nocą. W małym pokoiku w domu przy via Santa Maria degli Anieli panował mrok i na wyciągnięcie ręki nie było nic widać, ale oni poruszali się tak, jakby byli u siebie. Zbliżyli się do łóżka, w którym spał o. Pio. Tłum postaci, ciemniejszy niż otaczająca ciemność, stłoczył się nad jego głową. Zaczęli coś szeptać mu na ucho, obiecywać, przekonywać, perswadować. Po chwili zakonnik zerwał się z posłania. Nie był zaskoczony ani przerażony. Znali się przecież od lat...

Powitał swych nocnych gości jak zawsze wylewnie, czyli złajał ich głośno, a trzeba przyznać, że nie przebierał w słowach. Oni natomiast, widząc, że ich subtelna taktyka zawiodła, wrócili do starych i sprawdzonych metod. Część z nich rzuciła się na Świętego, obaliła go na ziemię i zaczęła się nad nim pastwić, w tym czasie pozostali demolowali celę. W powietrzu latały książki, poduszki i krzesła. Nieznajomi wyli z radości, złorzeczyli, kpili i naśmiewali się ze swej ofiary. Nad ranem kiedy wszystkie odgłosy ucichły do pokoiku weszła Giuseppa, matka zakonnika. Przychodziła zawsze o tej samej porze, sprawdzić czy syn jeszcze żyje. Ojciec Pio leżał na ziemi, pobity i zakrwawiony, wśród nieopisanego bałaganu. Pomogła mu położyć się do łóżka. Płakała a on próbował ją pocieszyć. Prosił, żeby się nie martwiła, chciał ją przekonać, że być może już więcej się nie pojawią. Zapewne sam bardzo chciał w to wierzyć, przypuszczał jednak, że przyjdą następnej nocy. I nie pomylił się…

Nicpoń i spółka

Mówił o nich „złoczyńcy, „dzikie bestie”, „szkaradne gęby”, o ich szefie wyrażał się równie fantazyjnie, nazywał go „nicponiem” „brodaczem”, „bydlakiem”. Tam skąd pochodzili nikt nie śmiałby nazywać ich w ten sposób. Byli przecież synami piekieł, demonami, a ich przywódca nie był jakimś tam nicponiem, ale szatanem, Lucyferem, tym, który przeciwstawił się Bogu i doprowadził do upadku człowieka.

Odkąd o. Pio przyjechał do Pietrelciny, a było to niecałe dwa lata wcześniej, dokładnie w 1909 r., przychodzili niemal codziennie. Maria Pennisi, jedna z mieszkanek Pietrelciny, opowiadała: „Widzieliśmy, że każdej nocy walczył z szatanem. Niekiedy dobiegający z jego pokoju łomot był tak głośny, że słychać go było na sporą odległość. Ileż razy w samym środku nocy jego sąsiedzi wychodzili z domów, przerażeni tym, co dobiegało do ich uszu. Ojciec Pio szczegółowo opisywał owe nocne zajścia w listach do swego kierownika duchownego, o. Agostino. Demony zrzucały go z łóżka, ciągały za włosy po pokoju, zrywały koszulę i biły po gołym ciele. Bicie miało osłabić wolę i wiarę Świętego a pokusy - dopełnić reszty. Diabeł pojawiał się już to jako młoda, tańcząca nago dziewczyna, już to jako jego kierownik duchowy, potrafił przybrać postać prowincjała, papieża Piusa X, Anioła Stróża, św. Franciszka, a nawet Najświętszej Marii Panny. Kiedy o. Pio miał wątpliwości, czy gość jest tym, za kogo się podaje, nakazywał mu powtórzyć słowa: „Pan Jezus jest moim Panem. Wówczas demon rejterował. Znikał, aby pojawić się w innej postaci.

Być może diabły nie grzeszyły inteligencją, ale trzeba im przyznać, że ich wywiad działał bez zarzutu. Bardzo szybko zorientowały się, że o. Pio jest kimś wyjątkowym. Już jako kilkuletni chłopiec rozmawiał z Panem Jezusem, Aniołami. Te spotkania nie uszły uwadze piekła i jego wysłannicy zaczęli sprawdzać, z kim mają do czynienia. Ojciec Pio zwierzył się kiedyś, że będąc małym dzieckiem panicznie bał się ciemności. „Jak tylko moja matka gasiła światło - opowiadał - nawiedzały mnie potwory, a ja płakałem. Gdy zapalała światło, uspokajałem się, bo one znikały. Kiedy je gasiła ponownie, wracały do mnie i ja znowu płakałem. Kilka lat później miały miejsce kolejne niezwykłe wydarzenia. Przykładowo, kiedy wracał ze szkoły do domu, jakiś mężczyzna, ubrany jak ksiądz, zagradzał mu drogę i nie chciał przepuścić. Wówczas pojawiał się bosy chłopiec, czynił znak krzyża i dziwna postać znikała.

Mniej więcej w tym samym czasie Francesco (takie imię nosił przed wstąpieniem do zakonu) miał wizję, która, wyjaśnia wszystko, co miało go spotkać w przyszłości. Ukazała mu się bardzo dostojna postać i rzekła: „Chodź za mną, bo musisz walczyć jak mężny wojownik. Zaprowadziła go na rozległe pole. Tam po jednej stronie stali ludzie bardzo piękni, ubrani całkowicie na biało, a pod drugiej - szkaradne potwory w czerni. W pewnym momencie dowódca czarnych zastępów zaczął zbliżać się do niego, był to ogromny mężczyzna, sięgający głową chmur. Jaśniejąca postać zachęciła Francesca do walki z tym potworem, ale chłopiec chciał jej uniknąć. Usłyszał jednak: „Musisz walczyć! Odwagi! Pozostanę blisko ciebie i nie pozwolę, byś został pokonany. Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem, ale z pomocą jaśniejącej postaci, która cały czas była u jego boku, odniósł zwycięstwo. Dostojna postać położyła na głowie Francesca koronę, podniosła go i powiedziała: „Inna, piękniejsza zostanie dla ciebie zachowana, jeśli będziesz walczył z tym bytem z ciemności… Będę blisko ciebie i pomogę ci, aby za każdym razem udało ci się go pokonać. Podobne doświadczenia miewali Ojcowie Pustyni, oni także często widzieli zastępy Aniołów stojące naprzeciw armii demonów, wiedzieli również, że jeśli odpowiedzą na Boże wezwanie, będą musieli niejeden raz stoczyć walkę, nie tylko o swoje zbawienie, ale także o życie innych.

Diabelskie ataki nasiliły się z chwilą, gdy Francesco zdecydował się wstąpić do zakonu. W 1906 r., w czasie studiów w klasztorze Sant'-Elia a Pianisi, miało miejsce takie oto zdarzenie. Pewnej nocy, po jutrzni, o. Pio nie mógł zasnąć. Słysząc hałas z sąsiedniej celi, pomyślał: „Chyba brat Anastasio również cierpi na bezsenność”. Wpadł na pomysł, aby zaprosić go na pogawędkę. Podszedł do okna i chciał zawołać przyjaciela, lecz głos zamarł mu w gardle: „Zobaczyłem jak ogromny pies wszedł przez okno - opowiadał po latach - a z jego pyska unosił się dym. Upadłem na łóżko i usłyszałem głos z wydobywający się głębi psa: »To on, to ten«. Podczas gdy ciągle leżałem, zwierzę skoczyło na parapet, stamtąd na dach i znikło. Zapewne nikt nie poznałby tej historii, ale następnego dnia o. Pio, ze znaną sobie prostodusznością, zaczął wypytywać braci, czy nie wiedzą, kto w okolicy ma dużego psa. Dodajmy: psa, który mówi. Dla o. Pio nie było w tym nic nadzwyczajnego. Jego kierownik duchowy, o. Agostino, zapytał go kiedyś, dlaczego nikomu się zwierzył, że rozmawia Aniołami, Panem Jezusem, Maryją. Odpowiedział wówczas, że zawsze uważał to za coś normalnego - był przekonany, że każdy ma takie doświadczenia.

Równie tajemnicze co wizyty demonów, wydawało się pochodzenie dolegliwości, które prześladowały o. Pio od dzieciństwa. Było to często powracające zapalenie płuc, wysoka gorączka, zupełny brak łaknienia. Zdarzało się nawet, że lekarze nie mogli zmierzyć mu temperatury, gdyż termometr pękał, gdy tylko słupek rtęci osiągał poziom 45 stopni Celsjusza. Te dziwne przypadłości będą go nękać do końca życia, a medycyna nieodmiennie będzie wobec nich bezradna. Mówiono, że to taktyka demonów: skoro nie mogły zniewolić jego duszy, starały się zniszczyć jego ciało. Jakkolwiek by było, słabe zdrowie nie pozwalało mu w pełni poświęcić się zakonnemu życiu. Między innymi z tego powodu został wysłany w 1909 r. do rodzinnego domu w Pietrelcinie. Wiejski klimat miał pomóc wzmocnić osłabiony organizm. Wydawało się, że spędzi tam najwyżej kilka miesięcy. Rozłąka z zakonem trwała aż sześć lat. Być może to przypadek, ale w Pietrelcinie, gdzie był odcięty od wsparcia braci, miały miejsce najbardziej spektakularne ataki diabła.

Pożeracz kartofli

Najwidoczniej o. Pio nie cieszył się „dobrą” opinią w piekle. Diabły, jakoś tak się dziwnie składa, nie tracą energii na kuszenie grzeszników. Być może nie chcą pomagać tym, którzy się „dobrze” sprawują i wiedzą jak do nich trafić. Święci, jak chociażby Antoni Pustelnik, Marcin De Porres, Jan Vianney znali się z diabłem aż nadto dobrze. Proboszcz z Ars mawiał nawet, że tylko ukochani przez Boga mają ten wątpliwy, przywilej. On wiedział, co mówi. Pewnej nocy, gdy udał się na spoczynek, poczuł na ciele lodowaty dotyk. Po chwili usłyszał: „Vianney! Vianney!... Ty pożeraczu kartofli! Ach tak, ty wciąż jeszcze żyjesz!... Ja cię jeszcze dopadnę!”. Od tej pory każdej nocy był atakowany przez diabelskie zastępy. Tuż po zapadnięciu zmroku zakradały się do jego pokoju. Proboszcz słyszał jak próbują sforsować drzwi i dostać się przez okna. Gdy im się to udawało, zaczynały swe harce. Przesuwały szafy, krzesła, cały dom trząsł się w posadach. Parafianie czuwali uzbrojeni w pokoju obok, ale to wsparcie nie robiło na demonach żadnego wrażenia.

Diabelskie ataki były tak dotkliwe, że chwilami Vianney im nieomal ulegał. Był przekonany, że bliskość diabła jest znakiem, że Bóg go opuścił, że on sam minął się z powołaniem. Ta myśl była tak nieznośna, że nawet próbował uciekać z parafii. Wybiegał na drogę i szedł przed siebie. Raz uciekł do brata, który mieszkał w innej miejscowości, innym razem chciał się zaszyć w klasztorze kapucynów w Lyonie. Zawsze jednak, upraszany przez swych parafian, wracał.

Opowieści o świętych i diabłach mogą nam się wydawać nieprawdopodobne, ale tak naprawdę zawarty w nich jest pewien ważny przekaz. Klaus Berger w książce „Po co jest diabeł?” mówi wprost, że ten, kto się otwiera na Boga, spotyka także diabła. Życie duchowe nie jest oazą spokoju, duchową drzemką czy też formą relaksu, ale terenem walki, walki na śmierć i życie. Zawierzenie Bogu nie odsuwa zła na bezpieczny dystans, bywa wręcz odwrotnie: ludzie, którzy wstępują na ścieżkę wiary, muszą się zmierzyć z diabłem, z samym sobą, czy z demonami przeszłości.

„Towarzysz” Anioł Stróż

Ojciec Pio nigdy nie pozostawał zupełnie sam w konfrontacji ze Złym. Często z pomocą przychodził mu Jezus, przeganiał diabelską sforę i troskliwie układał poturbowanego zakonnika w łóżku. Jednak najwierniejszym przyjacielem, nie tylko w tych trudnych chwilach, ale w całym życiu Świętego, był Anioł Stróż. Ojciec Eusebio, który opiekował się Stygmatykiem w latach 1961-1965 tak pisał: „[Anioł Stróż] rozpoczął swoją pracę wcześnie, kiedy Ojciec Pio był jeszcze chłopcem. Przyjął wygląd innego dziecka i stał się dla niego widzialny. Później (…) o. Pio nazwie swojego Anioła Stróża «towarzyszem mego dzieciństwa». To określenie ujawnia zażyłą przyjaźń między braciszkiem a jego ukochanym Aniołem. Towarzysz nie jest osobą, którą widzisz sporadycznie, lecz osobą, którą widzisz często i z którą jesteś w przyjaźni”.

Anioł Stróż wspierał Ojca Pio w najtrudniejszych chwilach, pomagał mu w walce z pokusami, bronił przed demonami. Niekiedy musiał uciekać się do bardzo przemyślnych forteli, aby oszukać wysłanników piekła.

Kiedy o. Pio przebywał w Pietrelcinie, utrzymywał jedynie korespondencyjny kontakt ze swoim kierownikiem duchowym. Te listy były często dla o. Pio jedynym źródłem wsparcia w duchowych rozterkach. Diabeł za wszelką cenę próbował przerwać ową „szkodliwą” działalność o. Agostino: „Ostatnio, kiedy otrzymałem Twój list - zwierzał się o. Pio - ci kozacy powiedzieli mi zanim go otworzyłem, abym go podarł i rzucił do ognia. Gdybym to zrobił, oni rzekomo odsunęliby się na dobre i nigdy nie męczyliby mnie więcej. Pozostałem niemy, nie dałem im jakiejkolwiek odpowiedzi, chociaż gardziłem nimi w mym sercu. Wówczas oni dodali: »chcemy tego po prostu jako warunku naszego odwrotu. Czyniąc to nie okażesz nikomu pogardy«. Odpowiedziałem im, że nic nie byłoby w stanie mnie skłonić do zmiany mego zamiaru. Wówczas rzucili się na mnie jak zgraja wygłodniałych wilków”, pisze w swoich listach. Diabły pilnie śledziły, co też o. Pio o nich wypisuje. Próbowały go nakłonić, aby o nich nie wspominał, sugerowały, żeby opisywał tylko te „najprzyjemniejsze wizyty”, czyli odwiedziny Jezusa i Maryi. Sami woleli pozostawać w cieniu, aby w ten sposób uśpić czujność kierownika duchowego. Kiedy to nie pomagało, niszczyły korespondencję - w kopertach były czyste kartki lub całkowicie poplamione. Ku zdziwieniu proboszcza z Pietrelciny, który był świadkiem owych wypadków, o. Pio zawsze znajdował sposób, żeby je odczytać. Kładł na nich krzyż lub kropił wodą święconą, a wtedy ich oczom ukazywało się zamazane pismo. Co więcej zdarzało się, że zakonnik wiedział, o czym pisał o. Agostino, pomimo że kartki były czyste. Nie był to dar jasnowidzenia, to Anioł Stróż dyktował swemu podopiecznemu niewidoczną treść listu.

Innym razem o. Agostino postanowił poddać próbie zarówno o. Pio, jak i samego diabła. Wysłał list po francusku. Diabeł- zgodnie z przypuszczeniem o. Agostino - ponoć nie znosi tego języka, więc trzymał się z dala od korespondencji. Marna to była pociecha, ponieważ o. Pio znał tylko swój ojczysty język. Po kilku dniach o. Agostino otrzymał jednak odpowiedź z Pietrelciny, napisaną po francusku ręką o. Pio. Jak się później okazało, Anioł Stróż był nie tylko obrońcą Stygmatyka, ale także jego osobistym tłumaczem.

Nowa strategia

W 1916 r. stan zdrowia o. Pio poprawił się na tyle, że mógł on znowu włączyć się w zakonne życie. Najpierw został wysłany do klasztoru w Fogii. Niestety nie przebywał tam zbyt długo. Młodzi zakonnicy byli zatrwożeni odgłosami dochodzącymi z celi, gdzie zamieszkał o. Pio. Huki, piski, wrzaski nie pozwalały nikomu zasnąć. W końcu postanowiono pozbyć się problemu, wysyłając o. Pio do innego klasztoru. Wybór padł na San Giovanni Rotondo, gdzie, jak mówiono, łagodny klimat będzie bardziej odpowiedni dla schorowanego zakonnika.

Dwa lata później miało miejsce ważne wydarzenie. Ojciec Agostino opisał je w swoim dzienniku: „W 1918 r. szatan został definitywnie pokonany. Sługa Boży nie odczuwa więcej nawet najmniejszej pokusy. Teraz złość szatana wyładowuje się w zniszczeniu dzieła, które sługa Boży wykonuje”. Bezpośrednie ataki demonów stają się rzadsze, wzmaga się natomiast zamęt wokół osoby o. Pio. Pojawiają się opinie podważające świętość zakonnika z Pietrelciny, niektórzy twierdzą, że ma słabość do płci pięknej. Nawet jego bracia mieli widzieć, jak wpuszczał nocą do klasztoru jakieś kobiety. Podobne oskarżenia pojawiły się także kilkanaście lat później. Nie był już wtedy pierwszej młodości, ledwo chodził, lekarze dziwili się, że jeszcze żyje, ale to nie przeszkadzało w tym, żeby uznać go za rozpustnika. Inni widzieli w nim oszusta, który kwasem wypala sobie rany, licząc na sławę i rzecz oczywista pieniądze. Nawet ci, którzy w dobrej wierze starali się bronić zakonnika, przysparzali mu tyle samo problemów, co jego wrogowie. Złość i nienawiść diabła były tym większe, im bardziej oczywiste stawało się, kim dla ludzi był o. Pio. Diabłu nie chodziło jedynie o poniżenie Świętego, ale o odebranie tego, co dawał innym, o zniszczenie nadziei.

Kiedy okazało się, że ta nowa strategia była bezskuteczna, diabeł chwycił za najcięższą broń w swym arsenale. To doświadczenie święci nazywają pokusą rozpaczy. Diabeł przestał go nękać, ale był to raczej powód do niepokoju niż radości. Jak pisał wcześniej o. Pio: „Jeśli diabeł czyni zgiełk, to znak, że jest nadal poza nami, a nie w nas. To, co musi nas przerażać, to jego pokój i zgoda z duszą ludzką”. Tymczasem nie tylko diabeł „przestał się dobijać”, zamilkło także niebo. Ojciec Pio zaczął miewać skrupuły i wątpliwości. „Biedny Ojciec w żadnym czynie nie może mieć nie tylko pewności moralnej, ale nawet racjonalnego przypuszczenia, że działanie to podoba się Bogu” - zanotował w swym dzienniku o. Agostino. Ojciec Pio pisał: „żyję w wiecznej ciemności; ciemności są najgęściejsze. [...] są pewne chwile, kiedy jestem atakowany przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewny, że moja wola nie podda się im, ale moja wyobraźnia ożywia się i ukazuje w tak jasnych kolorach pokusę, która błąka się w umyśle, że ta przedstawia grzech nie tylko jako coś obojętnego, ale nawet zachwycającego. Z tego rodzą się jeszcze te wszystkie myśli zniechęcenia, nieufności, rozpaczy, a nawet - na litość Boską- nie przeraź się, Ojcze - myśli bluźniercze. Wobec tak wielkiej walki ogarnia mnie paniczny lęk, drżę ciągle, zadaję gwałt samemu sobie i jestem pewny, że tylko dzięki łasce Pana Boga nie padam”. Był to rok 1928. Siedem lat później Ojciec w swym dzienniku odnotował: „Ta próba najprawdopodobniej będzie trwała aż do samej śmierci…”. W tych trudnych chwilach nie pomogła mu siła jego wiary, jego wola trwania przy Bogu. Jeżeli nie pogrążył się w rozpaczy to tylko dzięki posłuszeństwu. O. Agostino nie rozwiewał jego wątpliwości, nie próbował wyjaśniać mu, że jego skrupuły są bezpodstawne. Wiedział, że tak mu nie pomoże. Nakazał mu wierność Bogu, pod rygorem posłuszeństwa.

Aż do śmierci

„Nicpoń” nigdy nie opuścił o. Pio. Brat Alessio Parente, który opiekował się nim w ostatnich latach życia, opisał takie oto zdarzenie. Jak co wieczór po skończeniu swoich obowiązków udał się na spoczynek. Zaledwie wszedł do swojej celi, usłyszał dzwonek, którym o. Pio go przywoływał, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Wrócił do celi Stygmatyka, zapytał się, co się stało, a ten tylko się uśmiechnął. Historia powtórzyła się kilkakrotnie. W końcu nie wytrzymał: „Ojcze, wołasz mnie tutaj, lecz kiedy przybywam, zamiast powiedzieć mi, czego chcesz, uśmiechasz się po prostu do mnie. Jeśli mi nie pozwolisz spać, to ty będziesz tym, który będzie musiał pomagać mi jutro, a nie ja tobie”. Ojciec Pio, uśmiechnął się ponownie i odpowiedział: „Proszę cię, mój synu, zechciej spać na tym krześle, tu obok mnie, gdyż ci nikczemnicy nie opuszczają mnie dziś w nocy nawet na chwilę”. Brat Alessio został przy nim. Diabły się nie pojawiły...


www.Objawienia.com
Darmowe DVD, Artykuły i Książki
FREE DVDs & VIDEOS
WATCH & DOWNLOAD ALL OUR DVDs & VIDEOS FOR FREE!